Kwidzyn -32 stopnie, Suwałki -27,7 stopnia, a przy gruncie aż -35 stopni Celsjusza. Media krzyczą: "zima stulecia", "bestia ze wschodu", "nieludzki mróz z Syberii". Meteorolodzy ostrzegają przed 6-7 tygodniami całodobowych mrozów na Suwalszczyźnie – czymś, czego nie było od lat. 40 osób nie przeżyło tego sezonu, zamarzają wodociągi, zamykano szkoły. Czy luty 2026 naprawdę przejdzie do historii jako jedna z najcięższych zim w Polsce? Czy może to tylko medialna panika, która nie ma nic wspólnego z prawdziwymi "zimami stulecia" z przeszłości?
Noc 1/2 lutego 2026 - kiedy Polska stanęła w lodzie
Niedziela 1 lutego 2026 roku o godzinie 7:00 rano przyniosła liczby, które zmroziły krew w żyłach. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej opublikował dane, które obiegły wszystkie media: w Kwidzynie -32 stopnie Celsjusza (najniższa temperatura w mieście od dekad), w Suwałkach -27 stopni. Ale to nie wszystko – temperatura przy gruncie na Suwalszczyźnie spadła do -35 stopni, a temperatura odczuwalna sięgnęła nawet -38 stopni.
W nocy z niedzieli na poniedziałek było jeszcze gorzej. Oficjalny pomiar w Suwałkach: -27,7 stopnia Celsjusza. Przy gruncie: -35 stopni. To najniższe wartości odnotowane w tym sezonie w Polsce – poza górskimi mrozowiskami, gdzie termometry pokazują jeszcze niższe wartości, ale w zupełnie innych warunkach.
Niemal cała Polska tej nocy była na minusie. Od Wybrzeża po Tatry temperatura nie przekroczyła zera stopni. W centrum kraju -20 stopni, na wschodzie -25 do -27 stopni, lokalnie jeszcze zimniej. Wiatr potęgował odczucie mrozu – temperatura odczuwalna na północnym wschodzie oscylowała między -30 a -35 stopniami.
Paraliż miast - 40 ofiar, awarie, zamknięte szkoły
Ekstremalne mrozy nie pozostały bez wpływu na codzienne życie Polaków. Od początku sezonu zimowego 2025/2026 z powodu wychłodzenia organizmu zmarło już 40 osób – to najwyższy wynik w ostatnich czterech sezonach. Dla porównania, w całym poprzednim sezonie ofiar było 28.
W Suwałkach w niedzielę 1 lutego o godzinie 13:37 doszło do awarii sieci wodociągowej przy ulicy Kościuszki. Przyczyną prawdopodobnie mróz – pękła rura, woda wylała się na jezdnię, tworząc przy temperaturze -27 stopni natychmiastowe lodowisko. Awarię usunięto dopiero około 21:00, przez wiele godzin wprowadzając ograniczenia w ruchu.
Podobne problemy dotknęły Warszawę, Łódź, Poznań – bez wody i ciepła pozostały dziesiątki budynków. Mieszkańcy Ursynowa w stolicy mieli najdłuższą listę adresów pozbawionych wody. Naprawy trwały do późnych godzin wieczornych, a techników zmuszono do całonocnych prac w ekstremalnych warunkach.
Niektóre szkoły w województwie warmińsko-mazurskim i podlaskim zawiesiły zajęcia z powodu silnego mrozu. W Kwidzynie, gdzie temperatura odczuwalna w niedzielę rano wyniosła -32 stopnie, burmistrz zarządził organizację zajęć opiekuńczych tylko dla dzieci, których rodzice nie mogli zapewnić opieki we własnym zakresie. W poniedziałek i wtorek podobne decyzje podejmowano w kolejnych miejscowościach.
Komunikacja miejska stanęła przed próbą. W Suwałkach Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej poinformowało wprawdzie, że wszystkie pojazdy zostały uruchomione, ale przy temperaturze -27 stopni było to nie lada wyzwanie. Autobusy kursowały z opóźnieniami, a kierowcy musieli walczyć z zamarzającym paliwem i akumulatorami.
6-7 tygodni całodobowego mrozu - ewenement w skali dekad
Meteorolodzy przewidują coś, czego nie widziano na Suwalszczyźnie od bardzo dawna: 6-7 tygodni nieprzerwanych całodobowych mrozów. To oznacza, że temperatura nie przekroczy zera stopni ani w dzień, ani w nocy przez ponad półtora miesiąca. Taki scenariusz byłby ewenementem na przestrzeni ostatnich lat.
Prognozy długoterminowe są jednoznaczne: początek lutego przyniesie siarczyste mrozy z temperaturami -30 do -20 stopni w północno-wschodniej Polsce, lokalnie jeszcze niższe przy gruncie. Między 4 a 8 lutego nastąpi krótkotrwałe ocieplenie, ale obejmie głównie południe kraju. Północ i północny wschód pozostaną w lodowym uścisku.
Druga połowa lutego zapowiada się równie surowo. Według modelu ECMWF anomalia temperatury względem normy wieloletniej utrzyma się na północnym wschodzie przez cały miesiąc, miejscami sięgając nawet 10 stopni poniżej normy. W praktyce oznacza to, że na Suwalszczyźnie termiczna zima (średnia dobowa poniżej 0 stopni) potrwa nieprzerwanie od stycznia niemal do marca.
Styczeń 2026 był w Suwałkach rekordowo zimny – średnia temperatura wyniosła -9,2 stopnia Celsjusza. Przez cały miesiąc temperatura była na minusie, tylko na 1-2 godziny słupki rtęci przekroczyły lekko zero stopni. To najzimniejszy styczeń w Suwałkach od 2010 roku.
Prawdziwe "zimy stulecia" - kiedy Polska naprawdę stanęła
Media krzyczą o "zimie stulecia", ale czy luty 2026 zasługuje na to miano? Wystarczy spojrzeć na historię, by zrozumieć, jak wyglądały prawdziwe katastrofy.
Luty 1929 roku to najzimniejszy miesiąc w historii pomiarów w Polsce. Średnie temperatury oscylowały od -13 do -16 stopni Celsjusza. Oficjalny rekord padł 10 lutego w Żywcu: -40,6 stopnia. W Olkuszu -40,4 stopnia, w Siankach na Podkarpaciu -40,1 stopnia. Nieoficjalne pomiary były jeszcze gorsze: w Rabce -45 stopni, w Czarnym Dunajcu -42 stopnie, w Kąclowej koło Grybowa aż -48 stopni.
Co więcej, zima 1928/1929 była nie tylko mroźna, ale i śnieżna. W Suwałkach pokrywa śnieżna 16 lutego osiągnęła 84 centymetry – rekord, który trzyma się do dziś. W Warszawie 70 cm, w Łodzi 78 cm. Kraj stanął w zasp ach. Pękały szyny kolejowe, zamarzały wodociągi, port w Gdańsku został skuty lodem. Zamknięto szkoły, uczelnie, kina, teatry, muzea. W fabrykach wstrzymano produkcję z braku węgla, energii i pracowników, którzy nie mogli dotrzeć do pracy.
Zima 1939/1940 przyszła w najgorszym możliwym momencie – w czasie wojny. 11 stycznia 1940 roku w Siedlcach zanotowano -41 stopni Celsjusza (choć wiarygodność tego pomiaru jest kwestionowana). Średnia temperatura zimy była o 6,6 stopnia niższa od normy. Ludzie zamarzali w zniszczonych domach, zabrakło opału, śnieżyce blokowały komunikację.
Zima 1978/1979 to ta, którą najczęściej przywołują starsi Polacy. Choć temperatura nie była rekordowa, śnieg sparaliżował cały kraj. 29 grudnia rozpoczęły się śnieżyce, które trwały do początku marca. W Suwałkach pokrywa śnieżna osiągnęła 84 cm (ponownie rekord z 1929 roku), w Warszawie 70 cm. Zamknięto większość szkół, kin, teatrów. Kolej i komunikacja miejska praktycznie nie funkcjonowały. Wojsko z ciężkim sprzętem odśnieżało tory i drogi. 1 stycznia pierwsze województwo ogłosiło stan klęski żywiołowej.
Styczeń 1987 roku był jednym z najzimniejszych miesięcy w historii. W Białymstoku średnia temperatura wyniosła -15,1 stopnia, a w wielu miejscach notowano spadki poniżej -30 stopni: w Białymstoku -34,6 stopnia, w Kielcach -33,9 stopnia, w Warszawie -31 stopni. W Bielsku-Białej pokrywa śnieżna sięgnęła 87 cm.
Czy luty 2026 to zima stulecia? Liczby mówią same
Porównajmy fakty. Luty 1929: średnia temperatura od -13 do -16 stopni, rekord -40,6 stopnia w Żywcu, pokrywa śnieżna 84 cm w Suwałkach. Luty 2026: temperatura -27,7 stopnia w Suwałkach (przy gruncie -35 stopni), w Kwidzynie -32 stopnie, ale... średnia miesięczna nie będzie tak niska, bo po 5 lutego nadchodzi ocieplenie.
W 1929 roku cała Polska przez dwa miesiące – styczeń i luty – przeżywała nieustanny mróz i zaspy. W 2026 roku mrozy są intensywne, ale krótsze. Prognozy wskazują, że po 5-8 lutego temperatura na południu Polski zacznie rosnąć, choć północ pozostanie w lodowym uścisku.
W 1978/1979 roku paraliż był totalny – przez tygodnie nie działała kolej, komunikacja miejska, zamknięto tysiące szkół. W 2026 roku zamknięto kilkaset szkół na dzień czy dwa, awarie wodociągów naprawiono w ciągu godzin, komunikacja działała z opóźnieniami, ale działała.
Czy to znaczy, że luty 2026 to lekka zima? Absolutnie nie. 40 ofiar śmiertelnych, dziesiątki awarii, temperatura -35 stopni przy gruncie, 6-7 tygodni całodobowych mrozów na Suwalszczyźnie – to poważna sprawa. Ale nazwanie tego "zimą stulecia" to medialna przesada. To intensywna, trudna zima, ale nie katastrofa na miarę 1929 czy 1979 roku.
"Bestia ze wschodu" i wyż Daniel - skąd taki mróz?
Za ekstremalne mrozy odpowiada wyż atmosferyczny nazwany przez meteorologów "Daniel", który uformował się nad Finlandią i zachodnią Rosją. Po jego wschodnich obrzeżach do Polski napływa arktyczne powietrze kontynentalne, niosące ze sobą siarczyste mrozy.
Media nazwały to zjawisko "bestią ze wschodu" – określeniem dla ataku ekstremalnie mroźnego powietrza polarnego lub kontynentalnego z Syberii i Rosji, który przynosi gwałtowny spadek temperatur, silny wiatr i intensywne opady śniegu. Taki układ, będący silnym wyżem, paraliżuje transport i stanowi śmiertelne zagrożenie.
Co ciekawe, meteorolodzy początkowo spodziewali się, że wyż Daniel pozostanie na swoim miejscu i przyniesie jedynie chwilowe ochłodzenie. Tymczasem system zaczął się przemieszczać w kierunku środkowej Europy, znacznie przedłużając okres ekstremalnie niskich temperatur. W efekcie druga połowa stycznia okazała się bardzo mroźna, a początek lutego przyniósł kulminację zimowej aury.
Fala zimna docierająca do Polski znad Rosji jest jednak stosunkowo łagodna jak na możliwości Syberii. Tam mrozy sięgają -30 stopni w części zachodniej i -50 do -40 stopni we wschodniej. Do Polski dotarło "tylko" -32 stopnie w najzimniejszym punkcie (Kwidzyn). Teoretycznie możliwe były nawet niższe wartości, ale wystąpiła stosunkowo niewielka wilgotność powietrza i brak silnej inwersji.
Prognozy - kiedy odpuści mróz?
Najsilniejsze mrozy utrzymają się do około 5 lutego. Wtedy czeka nas pogodowy rollercoaster – gwałtowne wtargnięcie cieplejszego powietrza znad Atlantyku. Na południu Polski temperatura podskoczy nawet do 10 stopni Celsjusza. Niestety, ociepleniu towarzyszyć będą intensywne opady deszczu i deszczu ze śniegiem. Przy głęboko przemarzniętym gruncie spowoduje to zjawisko gołoledzi na masową skalę.
IMGW już teraz planuje wydanie alertów 2. stopnia dla kierowców i pieszych. Drogi i chodniki w mgnieniu oka zamienią się w lodowiska. Służby apelują o szczególną czujność – gołoledź w tym miesiącu będzie wyjątkowo zdradliwa.
Po krótkim ociepleniu, około 8-10 lutego, Polska ponownie znajdzie się w zasięgu chłodniejszych mas powietrza. Zmienność pogody będzie bardzo duża – okresy z lekkim mrozem przeplatane częstymi opadami śniegu. Dla narciarzy kończących ferie zimowe będzie to dobra wiadomość, dla mieszkańców miast – mniej.
Prawdziwe światło w tunelu widać dopiero w trzeciej dekadzie lutego. Po 20 lutego wpływ wyżów mroźnych ma osłabnąć na rzecz cyrkulacji zachodniej. Na południu temperatura zacznie regularnie przekraczać zero stopni. Północ i północny wschód pozostaną jednak w lodowym uścisku jeszcze przez kilka tygodni – tam termiczna zima może potrwać nawet do początku marca.
Polski biegun zimna trzyma się mocno
Suwałki od dziesięcioleci uchodzą za polski biegun zimna. Średnia roczna temperatura powietrza w mieście wynosi około 6 stopni Celsjusza – najniższa w kraju. W styczniu 1987 roku odnotowano tam średnią miesięczną -15,5 stopnia – rekord Polski dla tego miesiąca.
Pobliskie Wiżajny w powiecie suwalskim są uznawane za najzimniejsze miasto w Polsce. W całym regionie Suwalszczyzny zima termiczna trwa około 140 dni w roku – znacznie dłużej niż w pozostałej części kraju. Tegoroczna zima potwierdza tę reputację – gdy na południu Polski temperatura w styczniu często była na plusie, w Suwałkach przez cały miesiąc panował mróz.
Co ciekawe, od 1995 roku oficjalnym "biegunem zimna" w Polsce jest stacja meteorologiczna Nadleśnictwa Świeradów na Hali Izerskiej w Sudetach. Tam w każdym miesiącu notuje się temperatury ujemne, a śnieg zalega do maja. Jednak to są warunki górskie, nieporównywalne z miastem czy nizinnymi terenami.
W Tatrach sytuacja jest jeszcze bardziej ekstremalna. W lutym 2025 roku w Litworowym Kotle zanotowano nieoficjalny rekord: -41,13 stopnia Celsjusza. To najniższa temperatura zmierzona na ziemiach polskich od czasu oficjalnego rekordu z 1929 roku (-40,6 stopnia w Żywcu). Eksperci twierdzą, że Litworowy Kocioł jako jedyne miejsce w Polsce może osiągnąć nawet -50 stopni – byłby to absolutny rekord nie tylko w Polsce, ale prawdopodobnie w całej Europie poza obszarami górskimi Skandynawii.
Medialna panika czy rzeczywisty problem?
Luty 2026 przynosi intensywne mrozy, 40 ofiar śmiertelnych, dziesiątki awarii i 6-7 tygodni całodobowych mrozów na Suwalszczyźnie. To poważna, trudna zima, która wymaga czujności i przygotowania. Ale czy to "zima stulecia"?
Historia pokazuje, że prawdziwe "zimy stulecia" – 1929, 1940, 1978/1979 – były znacznie bardziej ekstremalne. Mrozy trwały miesiącami, zaspy przekraczały metr, kraj ogłaszał stan klęski żywiołowej, tysiące ludzi zamarzało, kolej stała przez tygodnie.
W 2026 roku mamy intensywny, krótki epizod mrozu, który szybko minie. Medialna panika? Trochę. Rzeczywisty problem? Zdecydowanie. Ale porównywanie tego do "zimy stulecia" z 1929 roku to przesada, która pokazuje, jak bardzo zmieniło się nasze postrzeganie normalnej, polskiej zimy.
Może po prostu zapomnieliśmy, jak wygląda prawdziwa zima? Bo -27 stopni w Suwałkach w lutym to nie anomalia. To polska zima jaką pamiętają nasi dziadkowie. Tylko że przez ostatnie dwa dziesięciolecia przyzwyczailiśmy się do łagodnych, bezśnieżnych zim, więc każdy poważniejszy mróz wywołuje panikę i krzyki o "bestii ze wschodu".
Być może właśnie o to chodzi – zima 2026 nie jest zimą stulecia. To po prostu... normalna, polska zima. Taka, jaką powinniśmy mieć co kilka lat. A fakt, że nazywamy ją "ekstremem", mówi więcej o nas niż o pogodzie.
Dane: IMGW, TVN Meteo, Polskie Radio, National Geographic, Wikipedia







Napisz komentarz
Komentarze